Bąbelek

jest pod dożywotnią opieką fundacji

Witajcie, mam na imie Bąbel i miałem umrzeć….ale przyjechał po mnie wujek i zabrał do kliniki. Na początku nie dawano mi wielkich szans, rozważano humanitarną eutanazję, bo byłem zasmarkanym krwią i ropą szkieletem, a moje futro żyło własnym życiem, a w moim rozdętym brzuszku kłebiły się tysiące robaków:(
Ja chciałem żyć, bom twardy zawodnik jest…przytuliłem głowę do ręki jednej ciotki a ta chyba zajarzyła, że nie chcę umierać:(
Zrobiono mi testy na wirusówki a potem zapadła decyzja, że będą o mnie walczyć! Spędziłem sporo czasu w klinice, zrobiono mi mnustwo badań, podano leki i ku zaskoczeniu niedowiarków, zacząłem czuć się lepiej! Miałem wilczy apetyt i łaknałem kontaktu z człowiekiem. Mój stan się ustabilizował, pozybełam sie robaków z brzucha, z futerka i podwoiłem swoją wagę. Jednak nadal jestem jeszcze bardzo chory. Problemem są moje zapalone zatoki i uszko. Pomimo antybiotykoterapi, zapalenie nie ustało…tomografia wykazała kilka mocn zapalonych miejsc w moich zatokach i uchu, które jedynie chirurg podczas skomplikowanej operacji może usunąć i dzieki temu będę wkońcu zdrowy. Przeprowadzone zostaną dwie operacje, w trakcie których zostaną usuniete zapalone miejsca i wyczyszczone zatoki. Będę dostawał silne antybiotyki, które mają za zadanie pozbycie się dwóch zjadliwych bakteri, ktore zrobiły sobie dom w mojej głowie!!!! Zanim zaplanujemy zabieg, muszę jeszcze przytyć i poparcować nad perlestatyka jelit, bo kiepsko im praca idzie. Zrobią mi tez gastroskopie, bo mam płyn w żołądku, ale to na szczęście nie FIP, bo bym juz dawno hasał za tęczowym mostem.

Płeć: Samiec
Rasa: Dachowiec